Moje spotkania z filmami.
W dawnych czasach, kiedy byłem znacznie młodszy, uwielbiałem chodzić do kina. Zdarzyło mi się raz być na ośmiu seansach w tygodniu. Nie zawsze co prawda, chodziło się na film, czasem po prostu do kina, ale to inna historia. Ale wtedy było na co chodzić i było znacznie więcej kin, zwłaszcza małych, kameralnych. Dziś przypominam sobie niektóre z tych filmów w telewizji i wielokrotnie doświadczam przykrego uczucia, gdy odlądam ten sam film po raz któryś. Dotyczy to filmów zagranicznych, niedubbingowanych, tylko czytanych przez lektora. Chodzi o coś, co zauważy tylko ten, kto ogląda uważnie ten sam fim po raz kolejny - o tłumaczenie. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, że jak słyszę czytającego lektora, który tę samą kwestię czyta za każdym razem inaczej, to mi się robi jakoś dziwnie. Może jestem jak inżynier Momoń, który ,lubi to co zna", a jeśli spotyka coś nowego, to się czuje nieswojo, nie wiem. I nie obchodzi mnie, dlaczego te tłumaczenia się zmieniają, może ktoś znowu musi coś zarobić, ja jestem tylko widzem. Czy też tak macie ?
Adres www: http://18.146.115.158



